Nie sądziłam, że będę pamiętać proces wyboru nagrobka jak jakiś długi serial, ale tak właśnie było. Jesteśmy z Gdańska i zanim w ogóle zadzwoniłam, spędziłam kilka wieczorów na stronie Pracowni GRAAL. Kliknęłam chyba wszystko, co dotyczy nagrobków pojedynczych, porównywałam zdjęcia w dzień i w pochmurną pogodę (tak, miałam na to fazę), zapisywałam zrzuty ekranu i wysyłałam do siostry. Dopiero w rozmowie usłyszałam rzeczy, których nikt z rodziny nie potrafił wyjaśnić: czemu dwa „czarne” granity potrafią wyglądać zupełnie inaczej, czemu litery raz są czytelne, a raz znikają, i czemu proporcje pomnika na ekranie mogą oszukać.
W końcu zaczęliśmy od projektu 3D. Pierwsza wersja — niby ładna, ale na wizualizacji wyszło, że napis jest za drobny. Druga — napis poprawiony, ale płyta wyglądała zbyt ciężko jak na miejsce, które mamy na Cmentarzu Łostowickim. Trzecia — już była blisko, tylko mój tata uparł się, że trzeba przesunąć tekst o dosłownie centymetr, bo „tak będzie godniej”. I powiem szczerze: myślałam, że to już przesada, ale GRAAL to poprawił bez marudzenia.
Co do granitu — mieliśmy wybór między Jet Black a Szwed Black, ale ostatecznie poszliśmy w Szwed Black, bo w wizualizacji w świetle dziennym wyglądał spokojniej i „głębiej”, a nie jak płaska czarna tafla. W dniu montażu nie stałam nad ekipą z rękami na biodrach, tylko podeszłam na chwilę, bo bałam się, że będzie chaos. A tam: spokojnie, po kolei, bez krzyków, bez nerwów. Widziałam, że wszystko jest mierzone, poziomowane, sprawdzane po dwa razy. I jeszcze jedna rzecz, która może brzmi banalnie, ale dla mnie była ważna: po zakończeniu miejsce było uporządkowane, nic nie zostało porozrzucane.
Dziś, kiedy przychodzę na cmentarz, mam poczucie, że nie kupiliśmy „produkt z katalogu”, tylko naprawdę dopracowaliśmy coś, co pasuje do osoby, którą upamiętniamy. I to jest największa wartość.
Cena/jakość
Obsługa klienta
Terminowość